środa, 28 października 2015

I dreaming of a white...

Spokojnie, spokojnie... 
Nie zaczęłam jeszcze nucić piosenek o świętach...
Wiecie od jak dawna pisałam o planach malowania salonu na biało...
Ale zanim ostatnio do tego doszło, wiele innych rzeczy zdążyło się zmienić...
A może nawet prawie wszystko.


Prawie wszystkie meble w salonie, meble w przedpokoju, dodatkowy mebel w łazience, dodatkowe szafy u mnie w pracowni oraz komplet jadalniany. Kilka roszad meblami, które miałam, kilka udało się sprzedać i tak oto teraz mam nareszcie to, co chciałam. 

Zamiast odkrytych półek z porcelaną mam teraz witrynkę, która mieściła tkaninowe zapasy - tyle, że ostatnio właśnie już nie mieściła:) Kupiłam teraz dużo większą :) A ja nie będę musiała tak często odkurzać wszystkich tych dzbanuszków i kubeczków.



Zestaw krzeseł, który miał być tylko tymczasowy, w końcu wyzionął ducha i czas był najwyższy przestać się obawiać o bezpieczeństwo zasiadających gości:) Te krzesła podobne są do dwóch, które kiedyś kupiłam, a do tego są ciężkie i stabilne. Za to stół wybierał G. i byłam zaskoczona, że wybrał ten model, ale nawet fajnie się wpasował do reszty.

Z dzbankiem, który widać na tym zdjęciu wiąże się anegdota z wakacji:
w pierwszy dzień wyjazdu, moje oko padło wgłąb dużego namiotu stojącego przy deptaku na plaży... W środku zobaczyłam coś takiego:
setki talerzy ułożone stertami pod ścianami, na środkowych stolikach pełno dzbanków, waz, salaterek, filiżanek i innych dóbr porcelanowych w białym ukochanym kolorze... i szalonych cenach.
Nie zdążyłam dobrze pomyśleć, a już wyszłam ściskając w ramionach trzy imbryki i filiżanki z francuskiej fabryki...
I to nie była ostatnia wizyta... Koniec wyjazdu był taki, że paczka z ubraniami wracała do domu kurierem, a w bezpiecznym wnętrzu mojej walizki wiozłam delikatne nabytki :) Taka okazja mogła się nie powtórzyć.


Malowanie podzieliłam na kilka etapów i w ciągu trzech weekendów pożegnałam beże i brązy na ścianach :) W salonie mam teraz dwie nowe szafki i do kompletu jeszcze komodę, a w każdej jeszcze dużo wolnego miejsca. Cel został osiągnięty, meble tworzą z sobą całość i optycznie zrobiło się jeszcze jaśniej.




W przedpokoju stanęła jeszcze większa szafa i tutaj wyjątek - calusieńka jest dla mężowskich ubrań.
Zaś w łazience stanęła komoda na najpotrzebniejsze fatałaszki.




Następnym razem pokażę już coś szyciowego, chociaż długo nie mogłam znaleźć ochoty, żeby znowu usiąść do maszyny i niewiele przez te pół roku powstało.

Pozdrawiam

Agnieszka.

7 komentarzy :

  1. ładnie i swiezo wszystko wygląda a ze wyszlaz imbrykami i skorupami jak to mój mąż nazywa to się nie dziwie tez tak mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Klimatycznie wygląda....Zmiany są bardzo potrzebne...Ja lubię jasne wnętrza....Super...Pozdrawiam pa...

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepięknie... cudowne szafki w salonie... gdzie można takie kupić. Mogę prosić o namiary

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ tam u Ciebie pięknie i klimatycznie! Super zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie, cudowne meble. Bardzo mi się podoba, jeżeli możesz to zdradź gdzie takie cuda można znaleść. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz, bo miło jest zobaczyć ślad Waszych odwiedzin.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...