niedziela, 8 listopada 2015

Pierwsza gwiazdka?



Czas rozpocząć przygotowanie świątecznych prezentów i ozdób. Wiadomo, że ich przygotowanie zabiera sporo czasu. Toteż im szybciej się do tego zabierzemy, tym spokojniejsze wkroczymy w grudniową gonitwę. W tym roku mam taki zamiar i już wcieliłam go w życie. Pierwsze prezenty świąteczne kupione. :)

Obiecałam ostatnio, że będzie o szyciu, więc pokażę fajny pomysł na prostą i szybką, a jednocześnie bardzo ozdobną serwetę na świąteczny stół. Ja planuję uszyć do świąt co najmniej kilka, w różnych wersjach i zestawach kolorystycznych.
Dla tych, którzy nie posiadają noża i maty do cięcia oraz szablonu z pleksi przyda się kątomierz- można z kartonu zrobić sobie formę rombu i od niej odcinać elementy. 
No to zaczynamy.
1.Bierzemy trzy paski tkanin szerokie na 7cm i długie co najmniej na140cm- zszywamy na całej długości pół centymetra od brzegu drobnym ściegiem. Powinien wyjść nam pas 19x140cm.
2. Przy pomocy szablonu lub kątomierza przycinamy lewy brzeg pasa pod kątem 60stopni. Ramiona rombu powinny być wszystkie równe - x=y. Wycinamy 6 identycznych elementów.


3.Poniżej pokazuję przykładowe ułożenia powstałych elementów. Zabawa zaczyna się właśnie teraz, bo im bardziej kolorowe tkaniny tym fajniejszy efekt. Dobrze jest na bieżąco zaprasować wszystkie szwy w jedną stronę.


4.Kiedy już wybierze ten, który Wam się najbardziej podoba trzeba go równiutko i dokładnie zszyć. Jeśli elementy były równo wycięte nie powinno być żadnych różnic w długości boków.
Zszywamy najpierw trzy, potem kolejne trzy i dopiero potem połówki powstałej gwiazdy.


5. Przykładamy gotową gwiazdę i jej spód prawymi stronami do siebie i dobrze spinamy szpilkami. Szyjemy pół centymetra od brzegu zostawiając niezaszyty otwór, aby można było odwrócić materiał na prawą stronę.


Obcinamy koniuszki szpiców, aby nie zrobiły nam się tam nieładne zgrubienia.
Wywracamy na prawo i prasujemy oraz ręcznie zaszywamy otwór. I gotowe!
Jeśli chcemy mniejszą gwiazdę wystarczy przyciąć węższe paski- na 4,5,6 cm.


Życzę miłej zabawy i ciekawych efektów!

środa, 28 października 2015

I dreaming of a white...

Spokojnie, spokojnie... 
Nie zaczęłam jeszcze nucić piosenek o świętach...
Wiecie od jak dawna pisałam o planach malowania salonu na biało...
Ale zanim ostatnio do tego doszło, wiele innych rzeczy zdążyło się zmienić...
A może nawet prawie wszystko.


Prawie wszystkie meble w salonie, meble w przedpokoju, dodatkowy mebel w łazience, dodatkowe szafy u mnie w pracowni oraz komplet jadalniany. Kilka roszad meblami, które miałam, kilka udało się sprzedać i tak oto teraz mam nareszcie to, co chciałam. 

Zamiast odkrytych półek z porcelaną mam teraz witrynkę, która mieściła tkaninowe zapasy - tyle, że ostatnio właśnie już nie mieściła:) Kupiłam teraz dużo większą :) A ja nie będę musiała tak często odkurzać wszystkich tych dzbanuszków i kubeczków.



Zestaw krzeseł, który miał być tylko tymczasowy, w końcu wyzionął ducha i czas był najwyższy przestać się obawiać o bezpieczeństwo zasiadających gości:) Te krzesła podobne są do dwóch, które kiedyś kupiłam, a do tego są ciężkie i stabilne. Za to stół wybierał G. i byłam zaskoczona, że wybrał ten model, ale nawet fajnie się wpasował do reszty.

Z dzbankiem, który widać na tym zdjęciu wiąże się anegdota z wakacji:
w pierwszy dzień wyjazdu, moje oko padło wgłąb dużego namiotu stojącego przy deptaku na plaży... W środku zobaczyłam coś takiego:
setki talerzy ułożone stertami pod ścianami, na środkowych stolikach pełno dzbanków, waz, salaterek, filiżanek i innych dóbr porcelanowych w białym ukochanym kolorze... i szalonych cenach.
Nie zdążyłam dobrze pomyśleć, a już wyszłam ściskając w ramionach trzy imbryki i filiżanki z francuskiej fabryki...
I to nie była ostatnia wizyta... Koniec wyjazdu był taki, że paczka z ubraniami wracała do domu kurierem, a w bezpiecznym wnętrzu mojej walizki wiozłam delikatne nabytki :) Taka okazja mogła się nie powtórzyć.


Malowanie podzieliłam na kilka etapów i w ciągu trzech weekendów pożegnałam beże i brązy na ścianach :) W salonie mam teraz dwie nowe szafki i do kompletu jeszcze komodę, a w każdej jeszcze dużo wolnego miejsca. Cel został osiągnięty, meble tworzą z sobą całość i optycznie zrobiło się jeszcze jaśniej.




W przedpokoju stanęła jeszcze większa szafa i tutaj wyjątek - calusieńka jest dla mężowskich ubrań.
Zaś w łazience stanęła komoda na najpotrzebniejsze fatałaszki.




Następnym razem pokażę już coś szyciowego, chociaż długo nie mogłam znaleźć ochoty, żeby znowu usiąść do maszyny i niewiele przez te pół roku powstało.

Pozdrawiam

Agnieszka.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Znowu uległam...

Mimo pesymistycznych zapowiedzi synoptyków zbudziłam się w sypialni zalanej promieniami słońca. I chociaż pół nocy kręciłam się z boku na bok to taki widok od razu naładował mi akumulatory. Poza tym wystarczy wyglądnąć przez okno. Wkoło kwitną forsycje, magnolie, drzewka czereśniowe i migdałowe. Obiektów do fotografowania nie brakuje.
A na balkonie dalej dobrze trzymają się bratki.
Na pierwszym planie jednak mini paterka, którą kupiłam za 14,99zł. Jest mała, biała i zgrabna no i ta cena :) Prawda, że słodka? W Pepco można trafić całkiem fajne rzeczy. Gdyby tylko dom był z gumy i mógł pomieścić to wszystko co nam się podoba! Ale jakże trudno się opanować i nie ulec takiej pokusie.




A w piątek z okazji chrztu uszyłam pierwszy raz szatkę z haftowanymi imionami i datą.
Te które są dostępne w sklepach, nie podobają mi się przede wszystkim pod względem użytej tkaniny. Ja górę uszyłam z grubszej matowej satyny, a dół z haftowanego tiulu. Wygląda jak sukieneczka dla niemowlaczka.




Pościel dziewczęca z ostatniego posta powędrowała na prezent wraz z tymi małymi świecidełkami.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Pościelove...

Przed świętami przywieźliśmy nową kolekcję tkanin i od tego czasu, aż świerzbiły mnie ręce, żeby coś z nich uszyć. Takie delikatne zestawienie idealnie pasuje na pościel dla dziewczynki. I taką też wczoraj uszyłam. Połączyłam trzy wzory: kwiatuszki, grochy i kropeczki plus gładka biała. Dobrałam adekwatny haft i stonowane kolory. Chętnie bym sama w takiej układała się do snu.





Ta poszewka poniżej wpadła mi w oko w Netto przy okazji przedświątecznej gonitwy. Była bardzo tania, ale nie spodobał mi się zamek wszyty u góry poszewki - trochę dziwny zamysł... i w rezultacie dałam sobie spokój. Z dwa dni później skorzystałam z darmowej wysyłki i kupiłam pościel w H&M w koronkowy wzór na jasnoszarym tle. Kiedy paczka doszła, pożałowałam, że nie kupiłam tej poszewki, bo idealnie pasowała kolorystycznie. No i wybrałam się po nią jeszcze raz. A co do pościeli, to zdziwiona byłam wyborem tylu rozmiarów i to bez różnicy w cenie, a ja potrzebuję taką największą np.240x220cm. Fajnie się wpisała w nową sypialnię. Jak widać od pościelowej pstrokacizny wolę, pastelowe stonowane kolory i wzory. I tak wreszcie moje dłuugie poszukiwania zostały pomyślnie zakończone.




Mam nadzieję ,że tydzień będzie równie słoneczny jak weekend.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Na niebiesko!

Tak jakoś w tym roku padło, że w domu wielkanocnych dekoracji nie jest dużo, ale też niewiele dostępnych w sklepach ozdób pasowało mi kolorystycznie. Niebieski nie jest popularnym kolorem wielkanocnym, ale akurat taki w tym roku mi się wybrał. W poprzednich latach były pastele, potem turkusy,a teraz królewski odcień niebieskiego.  Do tego świeży zielony i biel... Wyzwaniem było zdobycie białych jajek, bo prawie do ostatniego dnia poszukiwałam ich w okolicznych spożywczych. Wreszcie w środę się udało i od razu kupiłam całą zgrzewkę. A białe jajka dlatego, że miałam w planach farbować je na błękitno, ale wszystkie farbki "niebieskie" w zestawach jakie miałam dawały odcień turkusowy, pozostałam więc przy bieli. Dopiero dzisiaj przypomniał mi się całkiem łatwy i naturalny barwnik, czyli czerwona kapusta :) Może spróbuję za rok...  Testy uzyskania odpowiedniego odcienia tak poszły, że w ostatniej chwili musiałam lecieć jeszcze po 10 sztuk, bo zabrakło do sernika.
 A czym by było śniadanie bez jajek z chrzanem... I obiad bez żurku z jajkiem... Mimo, że mogę zjeść najwyżej dwa jajka dziennie, to ciężko jest sobie w święta odmówić tych pyszności. Ryzykując kilkugodzinne boleści kuszę się na kawałek sernika, bo czasem nawet odpowiednie tabletki nie pomagają. Pewnie nie tylko ja mam w tym czasie problem z silną wolą.





Wśród dekoracji jak widać prym wiodą u mnie króliki. Rozkicały się po kątach... Ale co im się dziwić skoro pogoda płata figle i codziennie sypie śnieg? Człowiek robi się zdezorientowany co to właściwie za święta mamy, bo 2 kwietnia sypnęło 20cm śniegu w kilkanaście minut... I cieszą się chyba jedynie zapaleni narciarze, którzy w święta planowali jeszcze wyskok na stok.



Przechodząc koło straganu z tulipanami , wśród tylu kolorów i odmian ta papuzia odmiana mnie najbardziej urzekła. Być może nie są takie radosne jak różowe czy czerwone, albo żółte, ale ich odmienność była zaskakująca i chociaż były najdroższe dostałam od męża cały duży bukiet :) Umilają mi widok wielkanocnego stołu już kilka dni. Świętujemy tylko we dwoje, ale i tak zawsze dużą uwagę przykładam do tego jak nakryty jest stół i w to jak wygląda reszta mieszkania. W sypialni obok łóżka stanęła druga połowa i po obudzeniu witają mnie nachylając główki w moją stronę...








Życzę odpoczynku i spokoju w te świąteczne dni.




poniedziałek, 16 marca 2015

Niedługo wiosna...

Kolejny styczeń i długo, długo nic...
Budzę się ze snu zimowego :)
Z jednej strony fajnie, że mamy już marzec, bo niedługo nadejdą znowu ciepłe dni.
A wraz z tym ziści się mój plan malowania salonu i dawnej sypialni.
Jak już kiedyś pisałam, zamieniliśmy miejscami sypialnię i moją pracownię.
Nocą mogę oglądać Wielki Wóz przez okna nad łóżkiem- często budzę się w nocy, a to działa jak liczenie baranków :) Dodatkowo meble na tle białych ścian znowu zaczęły mi się podobać w swoim naturalnym odcieniu, a już się zastanawiałam nad przemalowaniem ich na biało...
Za to moja obecna pracownia, chociaż jest teraz raz większa, nie zachwyca mnie wcale.
Straciła całą przytulność i klimat. Jest jedno okno zamiast trzech, więc trochę mam za ciemno i do szycia załączam wszystkie pięć lamp, żeby komfortowo pracować.
Mam nadzieję, że zmiana koloru ścian doda trochę jasności i będzie lepszym tłem do zdjęć.
Póki co szyję tylko konkretne zamówienia, jak te pokazane poniżej... Może po malowaniu się to zmieni... Salon, też się mi już znudził w tych beżach i brązach. Potrzebuję neutralnego tła, żeby potem mieć wolną rękę z dodatkami. Już się nie mogę doczekać... Czego na pewno nie powie mój G.
Do tego jeszcze na renowację czeka malutki kredensik i na testowanie farba Annie Sloan, którą  dostałam na urodziny... Kredens nie ma jeszcze swojego miejsca, dlatego nie śpieszy mi się z nim, ale już mnie ciekawość zżera jak będzie wyglądał po przemianie...

Ale jeszcze do tego czasu po drodze mamy święta wielkanocne i to już niedługo...
Pierwsze przymiarki już poczynione i kolor przewodni wybrany. W kolejnym wpisie pokażę na co padło tym razem.  Tutaj zdradziłam już co nieco.

Poniżej prace, które ostatnio udało mi się mimo mikroskopijnych zapasów wolnego czasu skończyć.
Nr1 to komplet kuchenny - ściereczka i dwie rękawice, z haftem, który zaprojektowałam na życzenie p.Marleny wg grafiki z tego posta.
Nr2 to fartuch męski, jak widać- też z napisem wg pomysłu klientki.
Nr3 sukienka wielkości 20cm. Dała popalić, tym bardziej że szyłam na oko, bo zabytkowej lalki nie dane mi było zobaczyć. Ale na szczęście pasuje!
I nr4 poduszka z imieniem - dla Martynki.






Na koniec zestaw, który będzie chyba moim ulubionym tej wiosny.
Te rozbielone kolorki przyciągają mój wzrok w każdym sklepie, który odwiedzam ostatnio.
A czy wy już czujecie wiosnę?

Pozdrawiam i życzę słonecznego tygodnia

Agnieszka

niedziela, 11 stycznia 2015

Kolejny styczeń...

Kolejny styczeń zaczynam w waszym towarzystwie. Już ładnych kilka lat minęło odkąd zaczęłam pisać. Poznałam dzięki temu wiele bardzo miłych i ciepłych osób, miałam sesję zdjęciową w "Moim Mieszkaniu", odebrałam statuetkę "Kobieta z pasją", spotkałam zakręcone dziewczyny z okolic, które jak ja piszą blog. Rozpoczynam więc rok w optymistycznym nastroju. Chcę wierzyć, że będzie udany i obfitujący w dobre przeżycia. A wszystkim Wam życzę, aby również był ciekawy i niezapomniany.
Czy i Wy na początku stycznia robicie takie podsumowania? A może wolicie raczej robić listy "I have to do" ?

Poprzedni tydzień był bardzo pracowity, prawie codziennie po 11 godzin, i ucieszyłam się jak dziecko kiedy weekend okazał się wolny, a dodatkowo jeszcze i cały piątek. Z rana pojechałam szukać materiałów do realizacji zamówienia, ale okazało się, że to nie takie proste, nawet jeśli się zna kilka fajnych miejsc z tkaninami. Trudno, zaczęłam z tego co miałam zaplanowane od początku - a już mi się marzyła cudna suknia z babcinych koronek, będzie za to taka w stylu secesyjnym. Spódnica już prawie gotowa, tylko koronki czekają na doszycie. Górna część dopiero się klaruje :)

Drugim zaplanowanym zadaniem na piątek był wreszcie wyczekiwany shopping. Nie żebym była jakaś zapalona modową zwolenniczką, ale w okresie wyprzedaży można odświeżyć co nieco swoją szafę. Prawie dwie godziny łaziłam po sklepach i nie wróciłam z pustymi rękami. Chodziłam długo wokół jednej takiej rozkloszowanej spódnicy i w końcu dałam spokój, a potem oczywiście w domu żałowałam. Też tak czasami macie? Wracacie z powrotem i kupujecie? Ja chyba tak zrobię.
Jak już tak krążyłam to wypatrzyłam fajny kubek  i do kompletu miseczkę na płatki śniadaniowe, bo G. ostatnio pomógł dokończyć żywot mojej ulubionej. A dzisiaj dla odmiany na śniadanie nie płatki, a placki z jabłkami. I jak widać dojadamy też świąteczne pierniki. Miętowy kolor dobrze się komponuje ze świąteczną czerwienią, która jeszcze nie opuściła kuchni. 

Koszyczek z cebulkami z poprzednich zdjęć nieco zmienił swój wygląd i roztacza teraz mega intensywny zapach w całym salonie. Byłam ciekawa jaki kolor będą miały jak zakwitną, a jak już wystrzeliły to rosną nawet trzy centymetry w ciągu dnia- podpórki obowiązkowe :)












Słońca dzisiaj jak na lekarstwo i do tego ten wiatr i wieczorne burze...
Mam nadzieję, że tydzień będzie pogodny i cieplejszy.
A wam jak minęła ta niedziela?

Pozdrawiam
Agnieszka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...