niedziela, 6 listopada 2011

Babie lato i już święta?



Gdyby ktoś mi powiedział, że w listopadzie będę się opalać na naszym balkonie to pomyślałabym, że raczej nie w tym wcieleniu, ale dzisiaj było tak upalnie, że w krótkim rękawku jeszcze było mi za ciepło. Niesamowita jesień jest w tym roku. Taką mogłabym pokochać na zabój. Szczerze powiedziawszy na naszym urlopie nie mieliśmy tak ciepło i ładnie jak jest teraz. Pelargonie i wrzosy kwitną nadal obficie i wielkie czerwone kule zaglądają do salonu przez balkonowe okna, a zasuszone hortensje aż prosiły się o kilka zdjęć.






Po dorobieniu szuflady do bieliźniarki został mi kawałek drewna, dokleiłam dekor, przykręciłam uchwyty i wieszak gotowy.



Stolik na krzyżaku był bardzo łatwy i w zasadzie można go zrobić w dwie godzinki włącznie z malowaniem, więc czemu sobie takiego nie zafundować... Bardzo jestem zadowolona z efektu i o dziwo wpasował mi się w miejscu obok manekina. Tak zatem kolejny weekend zleciał o wiele za szybko.




Przy okazji ostatnich zakupów po prostu nie mogłam wyjść z zaskoczenia kiedy w kilku sklepach zobaczyłam już świąteczne działy zaopatrzone na całego. Toż to przecież początek listopada i można by jeszcze poczekać z dwa tygodnie chociaż. I nie piszę tego w złej wierze, bo to mi w zasadzie nie przeszkadza, ale skutek jest taki, że i ja teraz już zaczęłam myśleć o ozdobach na tegoroczne święta. Pomysły już się klarują w wyobraźni i na pewno będą filcowe choinki i mikołaje - składniki  już zakupione... Póki co przygotowuję się na wyjazd do Zakopanego i dziergam trójkolorowy komin, który ochroni mnie przed możliwym już wtedy zimnem. Mam nadzieję, że przywiozę szyszek na wieńce i zaglądnę do ulubionego sklepu na Krupówkach w poszukiwaniu być może pierwszych prezentów gwiazdkowych? W zasadzie prawda jest taka, że ani się obejrzymy i już trzeba będzie zacząć o nich myśleć.
Może napiszecie czy i Wy już miałyście pierwsze w tym roku myśli o Bożym Narodzeniu?

Życzę miłego tygodnia z równie udaną pogodą jak ta dzisiejsza

Agnieszka



piątek, 21 października 2011

Skrótowo, co nowego...








Dzisiaj raczej króciutko,bo jesień zabrała nam to cudne słońce, bez którego robienie zdjęć już nie jest takie fajne. Za oknem szaro jeszcze i deszczyk stuka w okna. Nic to ... Na przełamanie niemiłej pogody uszyłam sobie pod kolor wrzosów pelerynkę "niewidkę". Do tego kolorowe kaloszki i można wyruszać na spotkanie jesieni.
Wieczorami zaś, kiedy już można zrzucić codzienne zabieganie po powrocie robię sobie napar imbirowy doprawiony miodem i czym kto jeszcze lubi i zagłębiam się w poduchach kanapy z moją łaciatą zmorą, która ostatnio bardzo znowu polubiła spanie na naszych kolanach oraz z m. po drugiej stronie. Chłody za oknem zachęciły mnie znowu do złapania szydełka i zachorowałam na pled robiony z mini-sześcianów, tylko nie jestem pewna czy mi zapału starczy i czy skończę przed nadejściem lata, hehe.
Mniej więcej taki jak TEN . 

Weekendy to jedyny czas kiedy mogę trochę więcej czasu poświęcić moim rękodziełom. Do sypialni namalowałam  taki romantyczny obrazek z ptaszkiem i wyhaftowałam dwa aniołki na płótnie lnianym. W przedpokoju zagościły obrazki w trochę innym stylu - do jesiennych bukietów pasują jak ulał. Puzderko z monogramem już dawno jest u Eweliny, która wygrała u mnie ostatnie candy. Niestety ciągle mam za mało czasu na realizację niektórych innych pomysłów- gdyby tylko doba miała 36 godzin... to te dodatkowe dwanaście bym na pewno zapełniła sobie czymś ciekawym do roboty. A tak porankami wykradam godzinkę, aby poczytać co u Was, nie zawsze zostawiając komentarz przemykam pomiędzy blogami. Odbieram co rano też maile, a w nich dość często słowa miłe i ciepłe od dziewczyn, których nawet nie znam. To duży zastrzyk energii na cały dzień. Budzi to we mnie odrobinę poczucia winy, że nie pisze i nie pokazuję na bieżąco tego co się tu zmienia.


Na koniec jeszcze przepis:
Życzę przyjemnego i udanego weekendu,
Agnieszka.

środa, 21 września 2011

Materiały...

 


Ostatnio postanowiłam ogarnąć trochę moje zasoby tkanin i dodatków. Przy okazji każda sztuka dostała stosowną banderolę z rozmiarem, aby ułatwić mi szukanie. Tasiemki nawinęłam na bobbinki, ale ledwie jestem w połowie, jeszcze trochę mi zostało. Jak widać bardzo lubię paski, kratki -szczególnie te w marynarskich koloroch, lny naturalne i te drukowane. Po dwóch dniach pracy czułam, że chaos powoli zostaje opanowany. Osobną szafę dostały tkaniny i dodatki pasmanteryjne, a osobną zasoby do haftowania. W końcu mam jasny podział i wiem gdzie czego mam szukać. Aby poczuć dosadnie zbliżającą się jesień złapałam dosyć mocną ifekcję gardła i z mówieniem miałam problemy, ale już sytuacja zmierza ku lepszemu.
Dni mam teraz po brzegi wypełnione realizacją zaległości, a dlaczego to pewnie niedługo się dowiecie. Teraz zmykam do pracy, a Wam życzę miłego dnia.
Agnieszka.

niedziela, 4 września 2011

Losowanie...


Tajemnicza niespodzianka



Wszystkie osoby zostały spisane i ponumerowane, żeby nie było niejasności.



Losowaniem zajął się automat i oto wynik:

(83 osoby, bo jedna wpisała się dwa razy)

Wygraną zaopiekuje się Myszka.

 Mam nadzieję, że wygrana spodoba się nowej właścicielce. Poproszę adres na maila.

A siedząc już przy maszynie uszyłam sobie igielnik, żeby igły mi się nie gubiły. Prosty do wykonania nawet dla osób nie szyjących.

Szycie poduszek to dla mnie sama przyjemność, więc po namyśle zdecydowałam się zaprojektować jeszcze jeden haft w tym stylu i tak powstała siostra bliźniaczka. Możliwe, że zrobię jeszcze inne wersje kolorystyczne, z innymi tkaninami na aplikacjach. Brzegi odszyłam wąską bawełnianą koronką, aby powstał ozdobny rant.


Serdecznie dziękuję wszystkim za udział w zabawie, za to że do mnie zaglądacie, że dostarczacie mi  ochoty do pisania i że zostawiacie swoje komentarze.

Z pozdrowieniami,
Agnieszka.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Kulinarne rarytasy...


Wolny weekend sprawił, że chętnie, nawet pomimo dużego upału, zajęłam się obiadem.
Risotto z kurkami było wyśmienite. Pod wieczór jeszcze zrobiłam pierwszą partię dżemu dyniowego, którego byłam bardzo ciekawa i nie zawiodłam się na przepisie Jagody.







To prawdziwa bomba na jesienno-zimowe dni, które nieubłaganie się zbliżają.
Prawda, że same kolory już nastrajają pozytywnie? I te wspaniałe zapachy... 
Cynamonowy, waniliowy i specyficzny zapach gałki, którą sypię zawsze też do risotta, żeby pogłebić smak. W planach mam jeszcze wypróbowanie dżemu marchewkowego, bo ogólnie za dżemami przepadam.
Nigdy jeszcze sama nie robiłam takich przetworów, za to często zostawałam obdarowywana przez przyjaciółkę, której mama robi wyśmienite powidła śliwkowe i różne konfitury. Takiego podarunku nigdy nie jestem w stanie odmówić :) i przyjmuję z otwartymi ramionami. Na niedzielne śniadanka w środku zimy są  najlepsze na świecie. W tym akurat przypadku skusiła mnie ta dynia, jako że smak jej lubię, a w sklepach nie ma nic co by tak smakowało i pomyślałam, że przepis w sam raz na pierwsze "koty za płoty" z robieniem dżemu. Jutro zabieram pierwszy słoiczek do degustacji dla koleżanek z pracy. Zobaczymy co powiedzą i czy zgadną z czego takie łakocie można wyczarować.


P.S.
W wolnych chwilach tworzę już niespodziankową nagrodę w moim candy, które trwa do soboty włącznie.
Serdecznie zapraszam, chętni mogą się jeszcze zapisywać.

Ślę Wam pozdrowienia na ostanie dni wakacji.
Agnieszka.

środa, 24 sierpnia 2011

IKEA 2012

Właśnie w poniedziałek trafił w moje ręce nowiutki i pachnący jeszcze farba katalog IKEA 2012. Potrzebowałam dwóch dni, żeby się nim nacieszyć. Dzięki temu, że jest większego formatu wszystko bardzo dobrze widać i więcej jest do podziwiania. W oko wpadło mi kilka aranżacji, które są bliskie moim gustom.
I tak, jeśli kuchnia - to taka:


Jeśli sypialnia- to taka:


Jeśli łazienka - to taka:


Jeśli kącik jadalny - to taki:


Jeśli miejsce do pracy - to takie:


Jeśli weranda - to taka:


Jeśli spiżarnia- to taka:


A poza tym trochę kolorów:

























i uroczych dodatków:

 

Na pewno zasiądę i do tego katalogu jeszcze nie raz.


Jeśli chcecie oglądnąć katalog juz teraz to wystarczy zrobić poniżej "klik".



piątek, 19 sierpnia 2011

Candy niespodzianka...


Skoro już odwiedziło mnie tyle osób czas jakoś uczcić taka okrągłą liczbę, więc ogłaszam CANDY. Nie wiem jeszcze co będzie nagrodą, ale obiecuję, że wymyślę coś fajnego. Termin zapisów upłynie 3 września i nazajutrz w niedzielę odbędzie się losowanie. Zasady takie jak zawsze: podlinkowane zdjęcie u siebie na blogu (jeśli się go ma) i komentarz pod tym postem. Przy okazji prezentuję jaka zawieszkę na drzwi sobie zmajstrowałam, żeby nie było wątpliwości co jest za drzwiami.




Serdecznie zapraszam do zabawy, a tymczasem kilka zdjęć z mojego słonecznego (wreszcie!) balkonu.











Życzę całego weekendu w takim pięknym słońcu.
Agnieszka.

sobota, 13 sierpnia 2011

Door stoper...




Nie wiem jak tak naprawdę po polsku nazwać rzecz, którą ostatnio stworzyłam.
Hamulec? Spowalniacz? Zatrzymywacz? Nietrzaskacz?
Tak, nietrzaskacz! Chociaż pewnie dla cudzoziemca "nietrzaskacz" byłby ostatnim faworytem, ja pozostanę przy tej propozycji.
A rzecz wzięła się stąd, że przy okazji dopuszczalnej dla mnie temperatury na zewnątrz lubię pootwierać wszędzie okna i czuć lekki ruch wiatru po nogach tudzież twarzy. Ostatnio jednak niefortunnie wpadł do domu przeciąg i tak walnął oknem w sypialni, że zaczęło skrzypieć i przemieszczać się delikatnie u podstawy, o czym jeszcze nie wie szanowny współmałżonek- no i tak lepiej.  Okna nowe, ledwie trzy lata wstecz wstawione. Pomyślałam, że jeśli tak walną drzwi w salonie, z racji swoich rozmiarów, pewnie wogóle wyjdą z futryn i jesień w takich warunkach będzie jesienią średniowiecza, kiedy wiadomo jak ciepło na zamkach bywało.  Wygrzebałam w zabawkach Bianki gumową piłeczkę i podkładałam co rano pod drzwi, ale inteligentny nasz zwierz zabawkę uparcie wyciągał i zabierał, nie chcąc się nią z drzwiami dzielić. To oczywiście nic, że piłki są trzy i jeszcze nie widziałam, żeby naraz trzech używała. Z wizją, śniegu i deszczu zacinającego na kanapę przed oczami jeśli dalej tak pójdzie, wpadłam na pomysł uszycia woreczka. Po mojemu.To nie mógł być byle jaki worek. Jak widać byle jaki nie jest, ma rączkę do przenoszenia i mieści 2,5kg grochu.  Gotowy w 15 minut. Taki mały, a jaki praktyczny.



Nie wiem jak to sie stało, ale w końcu jest weekend i jest też ładna pogoda. W związku z tym kilka zdjęć z kanapowego przytuliska, które nas przygarnia we wszystkie wieczory, bez wyjątku. Stałym punktem w naszym programie dnia jest wzięcie tego miejsca w posiadanie na wieczorne seanse filmowe. Przez resztę dnia kanapa jest najulubieńszym punktem obserwacyjnym Bianki. Może mieć kuchnię na oku nawet śpiąc :)













Na koniec życzę słonecznego długiego weekendu.

P.S. Zapowiadam, że już niedługo odbędzie się candy z okazji 50-cio tysięcznych odwiedzin.

Uściski Wam śle
Agnieszka.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...